| |
PAN METROPOLITAIN WŚRÓD PÓL
Nie przypomina świętego Hieronima na puszczy, jest miłośnikiem
smacznego życia, co ważniejsze życia ze smakiem. W takich
też kategoriach wiele lat temu odbierałem jego malarstwo.
Od tego czasu wiele się zmieniło.
Obrazy Zenona Windaka, odnalazłem po latach w galerii, która
powinna się nazywać Hen, bo leży wśród łąk i pól, daleko od
cywilizacji. Zostałem powalony ich skalą i autentycznie zafascynowany
zmianą jaka przez lata uszlachetniła ich tkankę, czyniąc z
niej nie tylko bogatą i wymowną paradę malarskiej wirtuozerii
ale i tajemniczy spójny świat znaków, które nie domagają się
zrozumienia. Dla dzisiejszego odbiorcy, siłą ekspresji starożytnej
ikonografii jest jej tajemnica.
Rozszyfrowany relief egipski być może rozczarowałby nas faktyczną
treścią niesionej informacji. Szczęściem pozostajemy staroegipskimi
analfabetami i dzieło przemawia do nas jedynie językiem formy.
To język, który dociera do naszej podświadomości drogą iście
magiczną, często bez naszego w tym procesie udziału. Mistrzem
takiej mowy jest Zenon Windak.
Stojąc przed jego płótnami często zadaję sobie pytanie: Czy
on nas przypadkiem nie obraża?
- Słuchamy jednak dalej i w pokorze, gdyż melodyka tych (nie
ważne już czy wyzwisk czy duserów) jest niezwykle harmonijna
i zabarwiona poczuciem humoru. Właśnie ta ostatnia cecha,
jak się zdaje przydaje windakowemu malowaniu czegoś, co mógłbym
w dużym skrócie nazwać zachodnioeuropejską lekkością. Mam
tu na myśli ów rodzaj swobody, którego zdaniem francuskich
krytyków brak martyrologicznej sztuce ludów środkowoeuropejskich.
Sekretem domu mieszkającego na odludziu ironisty jest jednak
przede wszystkim inteligencki duch, który przenika jego ogólnie
nęcącą kolorem i narracyjną otwartością twórczość.
Piotr Szmitke
|